Produkcja dobrych sprzętów w czasach „komuny” w Polsce
W latach komunizmu w Polsce działało wiele firm produkujących sprzęt gospodarstwa domowego, własności państwowe, które funkcjonowały w oparciu o centralne zarządzanie zasobami materiałowymi – planowane przez odpowiednie komitety i zakłady materiałowe.
Nie było wolnego rynku – a mimo tego dostarczane były do domów lodówki, pralki i inne przedmioty ułatwiające czy umilające życie codzienne, które potrafiły działać dobrze przez dziesiątki lat.
Komuniści nie czerpali zysków bezpośrednio z wyników sprzedaży.
Aby obywatele pozostawali we względnym „zadowoleniu” należało dostarczać te rzeczy, które przecież świadczyły o rozwoju cywilizacyjnym i postępie (a wizerunek bycia postępowym był potrzebny władzy). Nie było jednak tego, co w świecie konsumpcji i kapitalizmu, jest głównym napędem: nastawienia na nieograniczony wzrost i potęgowanie zysków. Dlaczego?
Ponieważ zarządzanie centralne i ograniczenie ilości materiałów tworzyło konieczność podtrzymywania zadowolenia mieszkańców minimalnym kosztem produkcji i serwisowania – projektanci skupiali się realnie na tym, jak zrobić najlepszy jakościowo produkt, najbardziej trwały, a zarazem jak najniższym kosztem aby służył przez długie lata, a nawet – jak w przypadku wielu produktów typu lodówki czy radioodbiorniki – dziesiątki lat. Okradanie społeczeństwa wymagało oszczędności tych materiałów, które trafiały do zwykłych ludzi, a zatem i innego podejścia do projektowania wytrzymałości, produkcji i serwisu urządzeń.
Przedmioty takie znajdują się nadal w wielu polskich domach, służąc dzielnie już po 30 i 40 lat, bez większego problemu. W niektórych lodówkach z lat 80-tych trzeba jedynie regularnie wymieniać żarówki, bo się przepalają i są jedynymi elementami, które dotyka czas.
Dla władz komunistycznych, które były głównym klientem dla zakładów produkcyjnych, nośnikiem wartości było jak najdłuższe zadowolenie klienta jak najmniejszym kosztem – korzyści, które czerpała bowiem z tego układu władza nie były powiązane w ogóle z produkcją i powiększeniem sprzedaży, nie chodziło więc o zwiększanie produkcji.
Owszem – konieczna była produkcja tych przedmiotów w dostatecznej ilości – ale nie było konieczne nadmierne produkowanie w celu zwiększenia korzyści, gdyż zysk dla władzy nie pochodził jedynie lub głównie ze sprzedaży. Korzyści wyciągane przez władzę płynęły po prostu zupełnie innym – utajonym – torem, a produkcja pozostawała dla tego układu swoistego rodzaju fasadą. W pewnym sensie społeczeństwo przykładało się do korzyści u władz (podobnie, jak dzisiaj kupujący przynoszą zyski producentom i sprzedawcom), jednak korzyści te płynęły torem nie do końca powiązanym z wysokością sprzedaży.
Pole dla dobrego projektowania
Jednak, w całej tej sytuacji, choć systemowi komunistycznemu należy wiele zarzucić, można zauważyć pewien korzystny aspekt: projektanci mieli pozostawione pole do działania korzystnego i dla społeczeństwa (projektowali oni rzeczy służące rozwoju cywilizacyjnemu) i dla planety (optymalizowali oni zużycie materiałów oraz projektowali przedmioty z założeniem, by działały jak najdłużej a skonstruowane były jak najprościej). Skutkiem tego powstawały przedmioty raczej trwałe i proste.
Tego mechanizmu nie można zaobserwować w okolicznościach wolnego rynku, który po upadku Muru Berlińskiego zdominował Europę i coraz większą część Świata. W zasadzie w kapitalizmie obserwujemy mechanizm dokładnie odwrotny: projektanci, zmuszeni zostali do celowego postarzania produktów, takiego opracowania elementów, materiałów, sposobów działania przedmiotów – by te po prostu miały ograniczoną żywotność. Zlecanie projektów, a nie zatrudnianie na etatach, wzmocniło ten proceder.
Ograniczenie żywotności produktów służy napędzaniu dalszej sprzedaży i kolejnym zyskom. Zauważamy, że w tym mechanizmie efekt mamy podobny: lud otrzymuje przedmioty działające i pomagające w życiu, a pewna grupa sprawująca władzę lub zarządzająca przedsiębiorstwem, posiada korzyści. Merytorycznie systemy te działają podobnym potrzebom i dają podobne efekty; jednak środki do osiągnięcia tych celów są zupełnie inne: w kapitalizmie mnożenie zysku potrzebuje kolejnej sprzedaży, przetworzenia i wypuszczenia na rynek kolejnej materii, a środki dające korzyść grupie zarządzającej znajdują się w kieszeniach klientów, a nie w centralnym budżecie „uzyskanym” od podatników.
Kapitalizm potrzebuje zatem pewnego poziomu „przemiału” materii fizycznej do tego, by zwiększać zarobek.
Materia w systemie kapitalistycznym jest zatem zarówno nośnikiem zysku producentów i sprzedawców, jak i, równocześnie, destrukcji środowiska naturalnego.
W ten sposób widzimy mechanizm: jak niszczenie Planety przynosi konkretne korzyści.
Rozwiązanie tego problemu musi być systemowe i musi polegać na częściowym połączeniu komunistycznych i kapitalistycznych sposobów zarządzania zasobami materiałowymi, projektowaniem oraz zapewnianiem korzyści grupom zarządczym oraz społeczeństwu. Przeorganizowanie tego modelu powinno nastąpić równocześnie w systemie prawnym, produkcyjnym, sprzedażowym oraz w samych zachowaniach konsumenckich.
// Zdjęcie autorstwa Lisa Fotios z Pexels
No Responses