W temacie COP26

0 0
Read Time:6 Minute, 39 Second

Wielu oczekiwało, że w Glasgow nastąpi jakiś znaczący przełom. Nie nastąpił i na następnym COP też nie nastąpi.

Międzynarodowe Strajki Klimatyczne, inicjatywy zbuntowanych obywateli blokujące ulice miast na całym świecie – całe pokolenie młodych, dorastających obecnie ludzi zatroskanych o warunki życia na Ziemi, jakie czekają ich w dorosłości – wszystko to dmucha balon oczekiwań co do działań, zwiększa poczucie frustracji, tworzy presję na polityków oraz korporacje. Nasze naciski to jedynie drażliwe łaskotanie dla sygnatariuszy COP26.

Skąd opór we wprowadzaniu zmian?

Zmiana, by zatrzymać ocieplenie na poziomie poniżej 1,5 stopnia jednak nie zajdzie tak prosto, gdyż kluczowe decyzje podejmują ludzie, których bezpośrednio nie będzie dotyczył problem zmian klimatu.

2% ludzi najbogatszych zużywa większość zasobów energetycznych, tworzy większość śladu węglowego całej ludzkości. Co to oznacza? Oznacza to, że (w wielkim uproszczeniu) ci, którzy decydują o losach klimatu, są odpowiedzialni za problem. Problem, który w pierwszej kolejności dotknie najbiedniejszych: to oni będą mieli problem w poradzeniu sobie ze skutkami klimatycznych zmian.

Gdy przyjdą prawdziwe i poważne konsekwencje kryzysu klimatycznego – wprowadzanie rozwiązań nie pomoże, gdyż proces wyścigu w osiąganiu dobrobytu przyspieszy: już w trakcie epidemii COVID-19 widać, w jaki sposób ci, którzy posiadają zabezpieczenie finansowe zabezpieczają się jeszcze bardziej.

Świat nadal „gra w luksus”

Gospodarki światowe nastawione na dalszą produkcję: aut, sprzętów wysokiej klasy, dóbr luksusowych i gadżetów, przypominają więc orkiestrę grającą walca na pochylającym się coraz bardziej, ale już tonącym, Titanicu.

Gdy nastąpi kryzys paliwowy – nic nam po najnowszych samochodach z silnikami na benzynę czy diesla, choćby były nawet i w 80% elektryczne. Deklaracja produkcji takich aut do 2035 roku jest jak fatamorgana, do której mamy zmierzać: z niemal największą pewnością można przewidywać, że z takich aut nie da się sensownie dla własnego portfela wtedy już w cale korzystać – będzie to tylko zajęcie dla najbogatszych.

Mimo tego, sprzedaje się dzisiaj takie samochody nowe z 5 czy 10 letnimi programami finansowymi, a w momencie wyjazdu z fabryki poszczególne części zaprogramowane są, kiedy, po jakim czasie lub w jakim stopniu zużycia, mają się „skończyć”. Kupujemy masowo to, co jest z góry zaprojektowanym odpadem, którego wygląd i funkcja służą połechtaniu naszego ego, a nie realnemu zaspokajaniu potrzeb przez długi czas.

Jesteśmy więc, jak gąbka, nasiąknięci finansami lub zdolnościami kredytowymi; oferuje się nam pewien mit i wiarę w powierzchowny obraz przyjemności gadżetów, nowości i luksusu, czegoś, z czym możemy sobie zrobić zdjęcia, o czym inni wiedzą, że jest drogie i co ustawia nas w pewnej hierarchii – tych, którzy mogą sobie „na wszystko pozwolić”, „na wszystko, czyli na niszczenie zasobów naturalnych Planety w imię własnych przyjemności – swoją rozrzutnością finansową i materiałową.

Nie wszyscy kupują jednak dobra luksusowe za gotówkę – producenci uzyskują od nas nie tylko to, co już zgromadziliśmy. Kupując auto w leasingu czy na kredyt, zobowiązujemy się, dzisiaj otrzymując produkt niszczący Planetę i środowisko naturalne, do zarabiania na to – dziś zabrane Planecie – dobro w naszej długoterminowej przyszłości. Będziemy spłacać ten dług nie tylko my – ale i nasze dzieci.

Nie dziedziczymy ziemi po naszych przodkach – pożyczamy ją od naszych dzieci.

stare indiańskie przysłowie

Rzesze klasy średniej na całym świecie aspirują jednak do tego, na co ich nie stać: chcąc mieć JESZCZE wyższy standard życia, dążą do zwiększenia swojego śladu węglowego, do większej konsumpcji i użycia energii.

Prawdziwa zmiana nastąpi, gdy powszechny będzie wstyd związany z posiadaniem nowego samochodu, zbudowaniem wielkiego domu lub częstymi podróżami po świecie z wykorzystaniem samolotów.

Problem, który mamy z globalnym ociepleniem i całym tematu zmiany klimatu to problem standardu życia, wolności i aspirowania do posiadania większej ilości lepszych rzeczy na własność w celu pozycjonowania się w społeczeństwie.

Kraje słabo rozwinięte, dzięki mediom, oglądają od dziesiątek lat wzorce życia luksusowego, wyposażonego w samochody, duże mieszkania, sprzęty gospodarstwa domowego i wszelkie gadżety – zostając niejako bez wyjścia, bez innego wzorca aspiracyjnego. Wszyscy chcą mieć najnowsze telefony, jeździć jak najlepszymi autami, posiadać większe nieruchomości, choćby kosztem swojej ciężkiej pracy w przyszłości – chcą to mieć już TU I TERAZ.

Gonimy najbogatszych: chcemy latać samolotami na wakacje w ciepłych krajach, chcemy mieć nowe telefony, robić sobie selfie przy Wieży Eiffla czy w Dubaju, zobaczyć piramidy albo pochwalić się świetnym samochodem.

To utopijna gra, w którą zaczęliśmy grać na oślep, oszołomieni „możliwościami” Globalnego Świata opartego na mediach obrazkowych.

Równocześnie jednak nie każdy człowiek na świecie może mieć auto (nie tylko nowe, ale jakiekolwiek), spore mieszkanie lub dom ani też wymieniać telefon komórkowy co dwa lata (co stało się powszechnym zwyczajem w krajach Unii Europejskiej).

Nie wszyscy możemy aspirować do luksusu, nie dlatego, że nas na to nie stać, ale dlatego, że nie stać na to naszej Planety – naszego środowiska naturalnego i domu, w którym żyjemy. Co więcej: Rozpowszechnianie luksusu i aspiracji do niego w modelu życia jest tym, co najbardziej niszczy naszą Planetę i jej zagraża, a zarazem tym, na czym najwięcej zarabia się, sprzedając usługi i produkty.

Czemu służy COP26?

W skrócie można powiedzieć: maksymalnemu kompromisowi między eksploatacyjną i bezkosztową (w sensie kosztów na rekompensaty środowiskowe) gospodarką konsumpcjonistyczną nastawionych na zysk korporacji a realnym zagrożeniem totalnego zniszczenia ekosystemu Ziemi, który w czasie jednego lub dwóch pokoleń może zagrozić dobrobytowi, bezpieczeństwu i życiu na naszej kochanej Planecie. A zatem i interesowi najwyższych klas społecznych.

Jednak interes, dobro Planety samo siebie nie reprezentuje

Ten interes reprezentują najbardziej empatyczni obywatele, wiedzący, do czego zmierza system rabowania zasobów naturalnych. Zatem kompromis jest koniecznością wynikającą z oddolnych nacisków zatroskanych grup obywateli, którzy od kilku lat podnoszą coraz większy krzyk i alarm w stosunku do działań rządów i korporacji.

Deklaracje składane na COP26 i innych szczytach nie są realnym dążeniem i motywacją wyższych klas, władz, polityków ani firm. To jest przymus, to jest krok, na który MUSIELI się zgodzić, widząc, że totalna destrukcja, której się dopuszczają, jest coraz bardziej widoczna i zagraża ich interesom już w bliskiej, realnej przyszłości.

Zetknięciem tych dwóch pól jest zatem COP26: ma na celu uspokoić oraz na poziomie przynajmniej deklaratywnym zapewnić zatroskanych, że „mamy wolę działania w tym temacie”.

Równocześnie jednak regulacje panujące w najbardziej zaawansowanej prawnie pod kątem ochrony klimatu Unii Europejskiej są pełne sprzeczności oraz zabezpieczeń służących jak najdłuższemu funkcjonowaniu eksploatacji dóbr naturalnych dziedzinom – tak długiemu, jak to tylko możliwe, by nie zostać uznanym za działającego w złym celu, w złej woli.

Rozwiązania, które powinny być dziś wprowadzane, bez opóźnień, są planowane w perspektywie 10-15 lat, jak np. wycofanie z produkcji samochodów spalinowych w roku 2035.

Zmiana, w ostatniej chwili, słów z „phase out” na „phase down” w deklaracji dotyczącej użycia węgla najlepiej to pokazuje.

Decydenci doskonale wiedzą, że wprowadzanie zmian oznacza mniejsze zarobki, mniejsze korzyści, konieczność inwestycji w nowe przedsięwzięcia, inwestycji, które nie mogą wywrócić do góry nogami działającego systemu – muszą więc koniecznie obniżać poziom zysków i benefitów, które używały dotychczas tak swobodnie rządy, zarządy firm i najbogatsi.

Dlatego nie zadeklarują totalnych zmian, które, choć nawet i możliwe dzisiaj do wprowadzenia, oznaczałyby zmniejszenie zysków, odsunięcie się od skarbca.

Opór do zmian będzie maksymalny, jaki może być, w stosunku do nacisku społeczeństwa. Dlatego to społeczeństwo powinno zacząć od zmian i dyktowania nowych standardów rządzącym.

Już dziś powinny być wprowadzone przepisy zobowiązujące producentów aut (i jakichkolwiek sprzętów elektronicznych) do serwisowania starych modeli i przedłużania ich życia w maksymalnym stopniu minimalnym kosztem dla użytkownika – z pomniejszeniem własnych zysków ze sprzedaży. Tylko model pełnej odpowiedzialności producentów i ograniczenia zdolności produkcyjnych pozwoli na zrównoważone traktowanie zasobów naturalnych.

To jednak nie nastąpi. Zmiany prawne są mozolne i nie są szybko wprowadzane celowo: by jak najdłużej można było wykorzystywać aktualnie panujące tendencje konsumpcjonistyczne w społeczeństwie, zanim rozpowszechni się model samoograniczenia wynikający z troski o przyszłość własnych dzieci i o swoją starość u dzisiejszych ludzi średniego wieku, którzy napędzają w największym stopniu sprzedaż, handel, budownictwo i transport.

To jednak ślepy zaułek: dajemy złapać się po raz kolejny w pułapkę obietnic. Jest tylko jedno wyjście z tej sytuacji a ruch jest po naszej stronie:

Powinniśmy przestać aspirować do stylu życia najbogatszych: zaprzestać kupowania nowych samochodów, wstrzymać swoje konsumpcyjne aspiracje, nie budować nowych, większych domów, nie zmieniać telefonów, nie latać samolotem na zagraniczne wakacje, nie kupować zbędnych ubrań i przedmiotów, ograniczyć jeżdżenie samochodami, rzadziej jeść mięso – jest tak wiele rzeczy, które podtrzymują destrukcyjne koło nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych.

Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

No Responses

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *