Człowiek odpowiada za ocieplenie klimatu. Nasze dalsze DZIAŁANIA pogłębią kryzys.
Naukowcy z Międzynarodowego Panelu ds.Zmian Klimatu (IPCC) już to określili – to człowiek w drastyczny sposób wpłynął na ocieplenie klimatu w XIX, XX i XXI wieku. Napisali kilka scenariuszy rozwoju sytuacji w zależności od tego, na jakim poziomie powyżej temperatur sprzed epoki przemysłowej zatrzyma się globalne ocieplenie.
Wiadomo również, że im później zatrzyma się ocieplenie, tym drastyczniejsze skutki będzie to rodziło dla naszej cywilizacji i rozwoju ludzkości na tej planecie. Górnolotnie brzmią te słowa – ale w obliczu tegorocznych zdarzeń ekstremalnych – możemy mieć pewność, że kryzys globalny zbliża się wielkimi krokami.
Porozumienie Paryskie zawarte w 2015 roku, podpisane również przez Polskę, zobowiązywało się do powstrzymania ocieplenia na poziomie około 2,7 stopnia. Jednak dziś już wiemy, że oznaczać będzie to katastrofalne skutki – zarówno dla obszarów przybrzeżnych jak i lądowych, zamieszkanych przez większość ludności świata.
Mówimy więc teraz o tym, by zatrzymać ocieplenie na minimalnym poziomie, na który, w tym momencie 'linii czasu’ – mamy jeszcze wpływ – jest to 1,5 stopnia powyżej temperatur sprzed epoki przemysłowej.
Nie powinniśmy DZIAŁAĆ, ale: PRZESTAĆ DZIAŁAĆ, lub totalnie zmienić sposób działania. Na co możemy sobie pozwolić?
Jasne jest, że, aby móc powstrzymać ocieplenie na poziomie 1,5 stopnia musimy dokonać drastycznych cięć i ograniczeń emisji CO2 oraz innych gazów cieplarnianych, takich jak np. metan. Aby do tego doszło – potrzebne są kompleksowe działania: w zakresie energetyki, produkcji, transportu, życia codziennego, budownictwa – oraz wielu innych.
Kluczem jest, by powstrzymać generowanie nowych emisji. Jak to zrobić? W skrócie: drogi są dwie –
1. Ograniczanie zapotrzebowania oraz
2. Transformację sposobów, w których funkcjonujemy
Oba punkty muszą zajść na wszystkich polach: produkcji, usług, konsumpcji energii i materii. Musimy się samoograniczać. Dlaczego? Bo o ile punkt 2. może pomóc, o tyle nie pomoże, jeśli zamiast punktu 1. będziemy ciągle powiększać nasze potrzeby.
Dzisiaj człowiek, w całym swoim zaawansowaniu technologicznym procesów, które stworzył – nadal funkcjonuje podobnie do człowieka pierwotnego: uniezależnia się od warunków pogodowych i klimatycznych dzięki ogniowi. Spalanie to podstawowa umiejętność, którą nabyliśmy – 'odkrycie’ ognia (trudno mówić o odkryciu czegoś, co istnieje od zawsze) jest więc podstawą całej dzisiejszej cywilizacji. Wbrew pozorom nie rozwinęliśmy się tak bardzo – bez ognia nie jesteśmy dzisiaj w stanie funkcjonować. Bez ognia nie możemy wyprodukować ani jednego wiatraka czy panelu słonecznego.
W całej tej sytuacji jest więc paradoks: aby dokonać transformacji, musimy włożyć w nią dodatkową energię (poza tą potrzebną do codziennego, dalszego funkcjonowania gospodarek, firm, ludzi) na wytworzenie nowych, bardziej efektywnych i ekologicznych, systemów produkcji energii i zarządzania materią.
Ta energia powinna być wzięta z nadmiaru, który aktualnie spożytkujemy: właśnie z dóbr luksusowych, z życia ponad standard „jednej Planety”, z egoistycznych pobudek do posiadania więcej i więcej.
Równocześnie jednak świat nadal jest światem podziałów: kraje wysoko rozwinięte zużywają znacznie więcej zasobów, niż kraje słabo rozwinięte – ludzie zachodu: Europy i Stanów Zjednoczonych czy Japonii żyją na bardzo wysokim standardzie, do którego aspirują pozostałe kraje. Można powiedzieć – wszyscy chcą mieć wysoki standard życia.
Cóż oznacza jednak wysoki standard życia? Oznacza on, że ma się duże, wygodne mieszkanie, w nim sprzęty codziennego użytku, odciążające w codziennych czynnościach, samochód do przemieszczania się w wygodzie i krótkim czasie, telefon, laptop, etc. etc. – czyli to wszystko, do czego jako mieszkańcy Unii Europejskiej jesteśmy przyzwyczajeni. Musimy powstrzymać się od dalszej ekspansji tego wzorca życia. Powinniśmy zaprzestać powiększać zasoby mieszkaniowe, kupować nowe samochody, zmieniać telefony, jeść mięso.
W krajach najbogatszych żyjemy zużywając zasoby wielu planet. Wzięliśmy sobie za dużo, a od innych oczekujemy zmian.
Gdybyśmy dzisiaj chcieli, aby każdy mieszkaniec Ziemi żył tak, jak przeciętny Polak, Niemiec, Francuz, Włoch, Anglik czy Japończyk – potrzebowalibyśmy kilkunastu planet. Oczywiste jest więc, że nie każdy na świecie może mieć tak dobrze jak my mamy.
Problemem jest to, że wiele ludzi na świecie nie żyje nawet w 1/10 tak dobrze, jak my żyjemy. Co to oznacza? Oznacza to, że nasz luksus dzisiaj odbiera szanse rozwoju podstawowego w innych miejscach Świata. Choć od 2 stuleci Polska jest wylesiona w 70%, to oburzamy się, że Brazylia nas w tych „proporcjach” dogania wycinając Puszczę Amazońską.
Choć puszcze, którymi pokryta była cała Europa jeszcze we wczesnym średniowieczu były już dawno spożytkowane przez nasze narody, to dzisiaj uznajemy takie same puszcze leżące na innym kontynencie za wspólną własność.
Nie chodzi o to, że puszcze (amazońska, lasy tropikalne) nie są wspólną własnością. Chodzi o to, że my już dawno tę wspólną własność zjedliśmy, a teraz oburzamy się na innych, że również jedzą.
Dzisiaj – nie tylko możemy, ale i powinniśmy równoważyć to, co robią kraje rozwijające się: powinniśmy zalesiać wielkie obszary całych krajów wysoko rozwiniętych; odzyskując tereny służące hodowli zwierząt, stawiając na zrównoważone rolnictwo, powinniśmy uspokajać nasze ziemie i przygotowywać do ocieplenia klimatu, które i tak nastąpi.
Oznacza to, że wysoki standard życia, którym żyjemy, zabiera możliwości osiągnięcia podstawowych warunków dobrobytu innym ludziom – z krajów słabo rozwiniętych.
Osiągnięcie równowagi na poziomie 1,5stopnia wymagać może jedynie wprowadzenia sprawiedliwości globalnej: jeśli my od połowy XX wieku mamy sanitariaty w mieszkaniach, to powinniśmy pozwolić reszcie świata osiągnąć ten sam poziom, uwzględniając prawo innych ludzi do wykorzystania zasobów naturalnych. Inaczej nasza zachłanność i przerost naszych potrzeb ponad możliwości Planety będzie powodem globalnych konfliktów zbrojnych.
Już teraz, gdy przy polskiej granicy z Białorusią koczują tysiące emigrantów z krajów bliskiego wschodu, możemy zobaczyć początki globalnych trendów i ruchów migracyjnych: w krajach takich jak Iran czy Irak, gdzie padły w ostatnim roku rekordowe temperatury oraz panowała susza uniemożliwiająca większości rolników normalne uprawy – warunki do życia stają się niemożliwe do wyobrażenia na przyszłość.
No Responses